Od tamtej nocy minął zaledwie jeden dzień. Siedziałem w swoim gabinecie i wypełniałem papiery a Annalin spała. Oboje prowadzimy inne tryby życia. Ona śpi całymi dniami, budzi się nocą i siedzi u mnie w pokoju pytając mnie o wszystko jednocześnie nie dając mi spać po całym dniu papierkowej roboty. Jednak muszę przyznać wygląda słodko kiedy tak się zachowuje…. O czym ty myślisz człowieku? To wina tych dwóch bezsennych nocy. Twój mózg nie funkcjonuje jak najlepiej i wmawia ci te głupoty. Tak to dobra odpowiedź. Miałem dość tych papierów, za dużo ich! A może to brak snu tak je powiększył? Ach sam już nie wiem! Odchyliłem głowę do tyłu, przypatrując się sufitowi. Jego szary odcień tylko dołował, w dodatku pogoda także nie sprzyjała uśmiechom. Lało jak z cebra. Co się dziwić. Przecież to wioska deszczu. Usłyszałem pukanie do drzwi, wydałem zgodę i po chwili do pomieszczenia wszedł białowłosy mężczyzna. Jak na 50-latka trzyma się całkiem dobrze.
- Co słychać dziadku?- wiedziałem iż nie lubi kiedy patrzy się na jego wiek, jednak nic nie poradzę iż muszę się odprężyć a spać niestety nie mogę. Ech…. Jakie to ciężkie życie mieszkać z kobietą! Jak udaje się to Yahiko tego nigdy nie pojmę.
- Smarkaczu lepiej uważaj na język. Co to za wory pod oczami? Czyżbyś miał randkę z papierami?
- Bardzo śmieszne, sensei. Raczej mam dziecko na głowie, które całymi dniami śpi a w nocy o wszystko wypytuje.
- Kto jest matką? Nie ładnie. Spodziewałbym się tego po Yahiko a nie po tobie. Tak się zabawiać z kobietami….- spojrzałem na niego. On na serio myśli iż to moje dziecko? Zaśmiałem się z jego naiwności na takie słowa. Nie ma co starość nie radość. Nagle zagrzmiało, zawiał mocny wiatr otwierając okno zza mną. Wszystkie dokumenty rozleciały się po całym pokoju. Widziałem jak Jiraya patrzy się w okno jak w obrazek. Odwróciłem się i ujrzałem Annalin. Było widać na jej twarzy wściekłość. wiatr bawił się jej włosami, zasłaniając jej oczy.
- Moja siostra… Mariko jest w tarapatach!- krzyknęła zeskakując z parapetu i podchodząc do mnie. Złapała dwoma palcami za kołnierz mojej koszuli i podniosła mnie z siedzenia.- Musimy ją odnaleźć! Musi…- puściła mnie, jej ciało o mało co nie upadło gdybym w porę jej nie złapał w pasie. Wziąłem ją na ręce i spojrzałem na mojego gościa.
- Mógłbyś poukładać te papiery i położyć je na moim biurku? Muszę się zająć dzieckiem.- powiedziałem uśmiechając w jego stronę. widziałem zdziwienie na jego twarzy oraz wiedziałem iż cisną mu się setki pytań względem tej dziewczyny.- Powiem ci o wszystkim później, pozbierasz?
- Jasne. Ale weź po drodze sake!- krzyknął nim nie wyskoczyłem przez z okno. Ugiąłem kolana przy lądowaniu, spoglądając na kobietę trzymaną w ramionach. Jej włosy przykleiły się do twarzy. na dodatek deszcz i wiatr nie pomagał. Wyprostowałem się i biegiem udałem do swojej rezydencji. Nie rozumiałem czemu mieszkańcy wioski wybudowali dla mnie ten „ pałac”, mi wystarczyłoby zwykłe mieszkanie w bloku. Jednak już nic na to nie poradzę. Jednak to miłe wiedzieć iż ktoś na mnie polega. Cholera czemu nagle zabrało mnie się na rozmyślanie!? Muszę jak najszybciej znaleźć się w domu! Wskoczyłem do pokoju przez okno. Położyłem ją na swoim łóżku, następie idąc do łazienki po ręcznik. Kiedy wróciłem obudziła się i przyglądała się jak zawsze z zaciekawieniem temu co robię. Podszedłem do niej, usiadłem obok i zacząłem wycierać jej głowę. Zamknęła oczy, delikatnie się uśmiechając. Normalnie jak dziecko. Znienacka chwyciła mnie za rękę, przysuwając się niebezpiecznie blisko mojej twarzy. położyła drugą dłoń na moim policzku i przysuwając jeszcze bliżej moją twarz, złączyła nasze usta w pocałunku. Byłem w szoku i to nie małym. Jednak ta chwila nie trwała długo. Po kilku sekundach odsunęła się ode mnie, sięgnęła po książkę leżącą na poduszce. Otworzyła na jakieś stronie i mi ją pokazała.
- Co to jest?- uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. Ja pierdolę! Czemu to ja muszę mieć takiego bachora pod swoją opieką?!- Wcześniej skończyłeś? Możesz mi powiedzieć co to jest, to co przed chwilą ci zrobiłam.
- To się nazywa pocałunek. Podaruje się go osobie, do której żywi się pozytywne emocje takie jak miłość.
- A co to miłość?- spytała patrząc na mnie wyczekująco.
- Powiem ci jak wrócę. Jeszcze nie skończyłem pracy, przyszedłem tylko po jedną rzecz.- podniosłem się z łóżka, kierując do biurka i biorąc pierwszy lepszy dokument.
- Rozumiem…. No cóż w takim razie do zobaczenia później.- powiedziała machając mi na do widzenia. Dziecko. Ruszyłem znów oknem i po kilku minutach byłem w swoim gabinecie, cały mokry. Nie zważając na śmiechy nauczyciela pozbyłem się koszuli, rzucił w moją stronę ręcznik. Uśmiechnąłem się wycierając dokładnie włosy i klatkę piersiową. Nie chciało mi się zakładać nowej koszuli. Poczekam aż ta wyschnie. Usiadłem na swoim miejscu, wcześniej dając Jirayi butelkę sake.
- No to opowiadaj.
- Nie ma tego za wiele. Poznałem ją wczoraj. Nie wiem czy jest człowiekiem czy nie, ma na imię Annalin, nie wiem ile ma lat, wiem jednak iż nie zna żadnych uczuć, tak jakby ktoś je jej wymazał. Posiada siostrę, która jak mówi przybyła tu wraz z nią. I to tyle. A no i jeszcze mówi iż jest córką księżyca. Może ty wiesz o co jej chodzi.
- Hmmm. Córka księżyca?
- Wiesz coś?
- A na takiego wyglądam? Wiem na pewno i nie możesz jej lekceważyć oraz powinna jak najszybciej powrócić do siostry.
- A powiesz mi dlaczego? I skąd ta nagła powaga sensei?- spytałem zakładając dłonie na piersi.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś wam opowiadałem o pewnym wydarzeniu za czasów Mędrca Sześciu Ścieżek. Zaraz po tym jak z Juubiego zostały wydobyte ogoniaste bestie, z nieba a raczej z księżyca spadły dwie kobiety. Szukały się nawzajem, przez wiele dni, jednak nie mogły się spotkać. Jednak pewnego dnia spotkały się na dwóch brzegach rzeki. Próbując do siebie dotrzeć, jedna z nich została zabita przez jakiegoś shinobi, druga w akcie desperacji wymordowała całą wioskę, sprowadzając najokropniejsze cierpienie na całą osadę oraz następne dwa pokolenia.
- Czyli mówisz iż, muszę znaleźć jak najszybciej jej siostrę?
- Dokładnie, inaczej, jeśli coś jej się stanie to będziesz mieć tu niezły saigon.- westchnąłem.
- No dobrze, zabiorę ja ze sobą do Konohy, za miesiąc, może tam będzie jej siostra.
- A czemu tak uważasz?- spytał z nieukrywaną ciekawością.
- Ponieważ, większość najdziwniejszych zjawisk oraz istot, właśnie tam jest. Uzumaki Naruto jest wielkim magnesem na dziwactwa.
- Musze się z tym zgodzić. A tak ogólnie to co u ciebie?
- Dobrze, tylko nie spałem dwie noce. A co u ciebie sensei?
- Szukam inspiracji na nowa powieść. Hatake nie może się doczekać i ilekroć jestem w Konoha on zawsze mnie o nią wypytuje. Ej a może twoja " koleżaneczka" mi pomoże? Skoro szuka nauczyciela od uczuć, z chęcią ją nauczę.- sięgnąłem po jakąś teczkę, którą trzepnąłem go w ten zboczony łeb. Jęknął, w tym samym czasie ktoś zapukał do pokoju. Chwyciłem za dalej mokra koszule i w pospiechu ja zapiąłem po czym rozkazałem wejść. Jak się okazało była to Konan wraz ze swoją drużyną. Dziewczyna przytuliła się do naszego senseia, po chwili patrząc na mnie. Jej drużyna stała na baczność i nam się przyglądała.
- Misja zakończona sukcesem. Tu masz raport a co do egzaminu...- przerwałem jej, wstając z krzesełka.
- Co do niego to tu masz swoją odpowiedź. Tu macie wynagrodzenie za misje, Konan proszę zostań. Muszę o czymś z tobą porozmawiać.- jej uczniowie wyszli, zostawiając naszą trójkę samą w moim gabinecie. Usiadła na drugim krzesełku i spojrzała na mnie, wyczekująco.
- O co chodzi Nagato?
- Mam do ciebie prośbę. Dalej bawisz się w to szycie?- ta przytaknęła.- A możesz jakoś przerobić swoje stare, już nie noszone stroje na misję?
- No mogę, ale dlaczego?
- Powiedzmy iż kimś się... jakby to najlepiej powiedzieć...zajmuję? Tak zajmuję a ona nie ma ubrań, więc jako tako wypadało by jej jakieś skombinować...
- Zaraz, że co?! Sensei ty wiedziałeś?!- spojrzała na Jiraiye, przerywając mi.
- No dziś ją spotkałem. Ale nie martw się. Z tego co wiem to opiekuje się nią od dwóch dni.....
[ Annalin ]
" Złote nici przeznaczenia, powiązane ze sobą a zarazem przerwane. Czy wiesz co to oznacza? Twój los, ale nie twój. W takim razie czyj? Chcesz się dowiedzieć a zarazem tego nie chcesz. Lecz co wybierzesz. Wybieram podążanie za ciekawością i idę za mą złotą nicią i co widzę? Nicość, w której po chwili widzę wspomnienia? Wspomnienia, ale czyje? Bo żadne z nich nie jest moje. Nagle rozumiem. To nie była moja nić, tylko nić bliskiej mi osoby. Wyciągam dłoń przed siebie, pragnąc uchwycić jeden z najcenniejszych wspomnień, jednak nie mogę. Widzę ciemność a po chwili widzę domy, ludzi oraz słyszę szum. Nie widzę ich twarzy, nie słyszę ich głosów, to wszystko jest nieważne. Ważna jest postać stojąca przede mną. To ty. Biegnę w twoją stronę, jednak nie mogę cię uchwycić. Krzyczę, jednak ty nie słyszysz...." Podnoszę się gwałtownie, ciężko dysząc. Kolejna wizja. Przejechałam dłonią po włosach, a następnie spojrzałam na palące się światło w pokoju obok. Czyli już wrócił. Wstałam i ruszyłam zaciekawiona w stronę tych drzwi. Kierowałam już swoją dłoń w stronę klamki, gdy przypomniałam sobie podobną scenę z jednej z jego książek. Uderzyłam delikatnie lecz dość głośno w drzwi i czekałam aż coś powie. Jednak napotkałam jedynie ciszę oraz szum wody. Zapaliłam światło i podeszłam do pułki z jego książkami. Dawno nie miałam tak wyraźnej wizji. Złapałam się za dłonie, za moimi plecami i przyglądałam się książką. W ciągu tych dwóch dni, przeczytałam jedną trzecią, jego zasobów a dalej nie znalazłam sposobu jak odnaleźć siostrę.
- Gdzie jesteś Mariko?- wyszeptałam, opierając się czołem o okno. Po chwili je otworzyłam i usiadłam na parapecie. Deszcz nie padał, ukazując ciemne niebo, wypełnione gwiazdami, chmury jednak zakrywały księżyc. Spojrzałam na ukrytego ojca, po czym wzięłam głęboki oddech i przymykając delikatnie powieki zaczęłam.- Sereburiti, watashi no kōru ni ōtō shite kudasai. Ten wa watashi no yobidashi ni ōtō shimasu. Watashi no yobidashi ni u~indowādo no kotae. Kon chizu-jō no hyōshiki no yōna yūmeijin wa,-fū ga watashi no ito to konekuta 1 de no watashitachi no seikatsu o rīdo shi, watashi no michi o shimesu...
- Co ty robisz?- usłyszałam za sobą, cichy, jednak przyjemny dla ucha głos, podobny do delikatnych podmuchów wiatru pomieszanego z odgłosem mżawki. Powoli odwróciłam się w stronę tego dźwięku i ujrzałam czerwonowłosego mężczyznę w samych bokserkach, przyklejonych do twarzy mokrych włosach oraz spływających po ciele kroplach wody.
- Proszę wiatr o pomoc. A ty?
- Szykowałem się spać. Ale jeśli masz jakieś pytania to na nie odpowiem.- przyjrzałam mu się uważnie. Delikatnie uśmiechnęłam się do niego.
- Nie mam żadnych pytań. Życzę ci dobrych snów....
- Rozumiem, a ty co masz zamiar robić?
- Poczekam na odpowiedź.- ten podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.- Co ty robisz?- spytałam przyglądając mu się uważnie.
- Idę spać a ty wraz ze mną. Sorry, ale mi kompletnie nie odpowiada twój styl funkcjonowania i dopóki nie odnajdziemy twojej siostry, będziesz funkcjonować jak ja. Zrozumiano?
- Tak. W takim razie dobranoc.- powiedziałam, zamykając oczy i wtulając się w jego mokrą klatkę piersiową....
***
Cześć! Daaawno notki tu nie było, ale już jest. Mam nadzieje iż wam się ona spodoba, bo mnie się jako tako podoba. No dobra, nie wiem co jeszcze powiedzieć oprócz tego iż liczę na komentarze?
A oto tłumaczenie prośby wiatru:
"Gwiazdy, proszę odpowiedzcie na me wezwanie. Niebo odpowiedz na me wezwanie. Wietrze odpowiedz na me wezwanie. Gwiazdy niczym drogowskazy na granatowej mapie wskażcie mi drogę, wietrze poprowadź mą nić i złącz nasze losy w jedno.."
Yane
.jpg)